Inny lot

Czterdziesty szósty dzień lotu, jesteśmy prawie u celu.
Wstaję, wypijam słabą kawę z replikatora i przeglądam odczyty z komór. Wszystko gra. Normalnie nie przejmowałbym się tym tak bardzo – moim ładunkiem najczęściej jest kilkudziesięciu Solarian, zmarłych niedawno, z jeszcze świeżymi papierami potwierdzającymi zgodę na oficjalny pochówek w Słońcu. Kiedyś uważałem, że to dziwna moda, wymysł jednej z tych szalonych religii, które ledwie przychodzą na świat, a już zjadają własny ogon. Potem przestałem zwracać na to uwagę. Dostojnicy solariańskiego kościoła płacili, korporacja wydawała zgodę, a ja dostawałem grubą forsę za dostarczenie kapsuł jak najbliżej gwiazdy i ich wystrzelenie na Ostateczne Grillowanie.
Lecz ten lot jest inny.
Oprócz standardowego ładunku nieboszczyków wiozę ludzi, którzy jeszcze nie zeszli z tego świata. Jest ich kilkanaścioro, wszyscy stłoczeni w jedynej ładowni, w której dało się rozstawić trochę piętrowych prycz. Widzę ich teraz na monitorze. Niektórzy jeszcze śpią, pozostali krążą w milczeniu z pochylonymi głowami. Może rozmyślają, może się modlą. Podejrzewam, że wyczuwają zbliżający się kres podróży. Nie dostrzegam, by ze sobą rozmawiali – pewnie nadchodząca chwila jest dla nich zbyt podniosła, by marnować ją na pogawędki.
To solariańscy samobójcy. Nie żartuję, lecą za mną, bo chcą rzucić się w Słońce i oddać życie. W osobnej ładowni mają specjalną wieloosobową kapsułę, z której planują skorzystać – to będzie prawdziwy autobus do piekła. Spotykam ich po raz pierwszy, ale od innych przewoźników słyszałem, że coraz więcej ludzi decyduje się na ten krok. Z jakiegoś powodu solarianizm dopuszcza zakończenie żywota poprzez złożenie się w ofierze: coś, co kiedyś uchodziło za śmiertelny grzech, dziś – w odpowiednich okolicznościach – stało się akceptowalne. Znak tych popieprzonych czasów.
Czy się temu dziwię? Ani trochę. Odkąd na Ziemi panoszy się gorączka Crossa, możliwość opuszczenia tego padołu na własnych warunkach, zamiast dławiąc się i srając krwią, wydaje się przyzwoitym interesem. Rozumiem tych ludzi. W normalnych warunkach dowiózłbym ich do Słońca i wrócił do domu bez wyrzutów sumienia.
Lecz ten lot jest inny.
Staram się nie patrzeć na półkę przy głównym pulpicie, ale odruch jest silniejszy i mój wzrok znów zatrzymuje się na zdjęciu. Zabrałem je, żeby pamiętać, ale na tym etapie każde wspomnienie jest jak rozdrapywanie ran. Uwieczniony na holopapierze uśmiech Peg ciągle mi o tym przypomina. Wciąż czuję ciepło tamtego dnia nad jeziorem, dotyk jej skóry, ukradkowy gest, „nie teraz, głuptasie, dziewczynki zaraz przybiegną”. Słyszę radosne krzyki dzieciaków, gdy razem z matką ustawiają się przed obiektywem. Roześmiane buzie upaćkane lodami czekoladowymi.
Jakiś tydzień później zabrała je gorączka. Jedną po drugiej, jakby nie mogła nasycić się za jednym zamachem. Peg była najsilniejsza, odeszła na końcu. Do ostatniej sekundy trzymałem ją za rękę, wdychając ten obrzydliwy, gęsty smród szpitalnej sali, który będzie mi się śnił do końca życia.
Podchodzę do półki i kładę ramkę zdjęciem do dołu. Trzęsą mi się ręce. Dość samobiczowania, do diabła, mam tu robotę. Trzeba zajrzeć do maszynowni, sprawdzić elektronikę i przewody z chłodziwem. Jestem tu jedynym członkiem załogi, więc wszystko spoczywa na mnie i automatach, które programuję. Może i moi pasażerowie chcą zwinąć się z tego świata, ale na miejsce mam ich dostarczyć całych i zdrowych.
Jednak po sprawdzeniu sprzętu chyba zajrzę do tej ich ładowni. W zasadzie rozmyślam nad tym, odkąd wylecieliśmy. Nigdy nie byłem przesadnie religijny, ale może znalazłoby się w kapsule miejsce dla niewiernego. Czy Solarianie przygarniają zbłąkane dusze?
Gdybym nastawił autopilota, statek mógłby dolecieć do domu nienaruszony. Pewnie przyda się jeszcze komuś w tych niespokojnych dniach. W ciągu kilku tygodni zaraza może wygaśnie, a może, jak zwiastują niektórzy, wkrótce uziemi resztę ludzkości. Nie wiem, ale już mnie to nie obchodzi.
Tak, ten lot jest inny. Nie będzie z niego powrotu.

Copyright © Maciej Musialik 2015

Tekst opublikowany wcześniej na forum Latająca Holera.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s